Temat: Do czego doprowadziło mnie ustalanie celów (nieprzyjemne)

„Co jest ze mną nie tak?” - te myśli i różne pretensje do siebie pojawiały się u mnie przez kilka lat jako efekt popularnego procesu wyznaczania sobie celów.

Ale po kolei…

Są okolice roku 2010. Usłyszałem o ćwiczeniu, które podobno daje niesamowite efekty.

Trzeba podzielić swoje życie na obszary np. zdrowie, hobby, rozwój umysłowy, finanse, kariera, związek itd. i w każdym z nich wyznaczyć sobie ambitne cele (najlepiej typu SMART, czyli m.in. takie z datą, do której planuję je osiągnąć).

W końcu wiele badań pokazało, że gdy mamy wyznaczone cele, to zwiększa się szansa na ich osiągnięcie.

Wyznaczyłem więc zgodnie z instrukcją wiele celów smart do każdego obszaru. Pojawiły się takie rzeczy jak np. przebiegnięcie maratonu, opanowanie kolejnego języka obcego, posiadanie portfela nieruchomości (dla pasywnego przychodu) i wiele innych.

Jak to po wyznaczaniu celów - byłem trochę podekscytowany wizją tego, jak to będzie, gdy już się uda je osiągnąć..

Mijały lata i niektóre z tych celów udawało się osiągnąć, ale sporej część zupełnie nie. Mijały daty, które sobie na nie wyznaczyłem i stawałem twarzą w twarz z bolesną rzeczywistością - nie udało mi się - porażka, porażka, porażka...

“No dobra… nie zdążyłem tego osiągnąć, bo pewnie dałem sobie na to za mało czasu, ale w ciągu najbliższych 2 lat powinno mi się udać.”

I zapisywałem je jeszcze raz, tylko ze zmienioną datą.

Jednak 2 lata później… nic się nie zmieniło.

Ciągle nie przebiegłem maratonu. Ciągle znam tylko język angielski, a przecież celuję w opanowanie jeszcze jednego. Ciągle nie mam nieruchomości na wynajem. Ciągle za mało podróżuję. Miałem też przeczytać znacznie więcej książek itd.

O co chodzi? To nie brak ambicji. Nie mam też problemów z samodyscypliną i zmianą nawyków, ale w ciągu ostatnich 2 lat nie osiągnąłem praktycznie żadnego z celów, które sobie kiedyś wyznaczyłem.

Co jest ze mną nie tak?

Mam wrażenie, że wszyscy dookoła jakoś realizują swoje cele, że ich życia z roku na rok są coraz lepsze, dają im więcej satysfakcji, są coraz bardziej barwne, ciekawsze, spełniające.

Ja z kolei, utknąłem. Nie potrafię postawić tego kolejnego kroku. Moje życie stanęło w miejscu.

Jedyne co na tym etapie czułem, to pretensje do siebie, narastającą frustrację i malejącą wiarę we własne możliwości.

Zacząłem szukać odpowiedzi. Kupiłem więc jedne z najdroższych polskich i anglojęzycznych kursów o wyznaczaniu celów, jakie znalazłem i zabrałem się do ich przerabiania

Jednak wszędzie przepis był z grubsza podobny - zastanów się, czego chcesz w każdym obszarze życia i wyznacz do niego cele.

Ale ja to już przecież zrobiłem!


Jedno kluczowe odkrycie


Rozwiązanie jednak przyszło, ale z zupełnie niespodziewanej strony.

Jedna z osób w moim zespole pracowała w połowie u nas, a w połowie na wysokim stanowisku w znanej międzynarodowej firmie tworzącej gry komputerowe.

Projektując nową grę najlepsze firmy używają do tego specjalnego procesu - tzw. Design Thinking. Zresztą tego samego procesu używa m.in. Apple, aby projektować swoje produkty. Dzięki niemu powstał m.in. iPod czy iPhone. Jeszcze do niedawna proces ten był strzeżony tajemnicą.

Ta osoba była w nim specjalistą.

Na rynku gier używa się go, bo pozwala zaprojektować coś zupełnie nowego, dostarczyć graczowi jakieś nowe doświadczenie w taki sposób, aby dawało mu maksimum satysfakcji i chęci kontynuowania.

Gdy ten pracownik opowiadał mi, jak pracują z tym procesem u siebie w firmie, jakie efekty osiągają, jak projektują całą gamę uczuć i emocji, które pojawiają się u gracza, uderzyła mnie jedna myśli:

“A co gdyby - w połączeniu z wiedzą psychologiczną - wykorzystać ten sam proces, żeby… zaprojektować swoje życie tak, aby dawało maksimum satysfakcji i by każdego dnia budzić się z energią i radością, że nastał kolejny dzień?”

Co gdyby wykorzystać elementy tego procesu - doskonalonego latami przez najbogatsze firmy na świecie - nie do zaprojektowania kolejnego produktu czy gry, która podbije świat, tylko swojego własnego życia?

To było to!

Praca nad tym (w połączeniu z przekopywaniem się przez wszystkie potrzebne badania naukowe) zajęła ok. roku, ale w efekcie powstało coś, co zupełnie nie przypominało starego “zastanów się czego chcesz w każdym obszarze i ustal sobie cele”, co zresztą często stosujemy nawet bezwiednie.


Czemu stary sposób nie zawsze działa


To stare podejście dalej trzyma Cię w zamknięciu Twoich obecnych - często błędnych i ograniczających - przekonań i niepełnej wiedzy. Wiele z pragnień, które ląduje wtedy w naszych celach czy postanowieniach, nie należy tak naprawdę do nas.

Jak tak miałem, ale o tym za chwilę.

To, co ląduje w naszych celach, to najczęściej wzorce zaczerpnięte z reklam, od rodziców, znajomych, z filmów, seriali, z tego co widzisz na facebooku, instagramie, youtubie czy bazuje na Twoich ograniczonych (jak każdego) doświadczeniach życiowych.

To rodzi dwie konsekwencje:


  • Trudniej Ci osiągać wyznaczone cele. Nie dają Ci wystarczającej energii i motywacji, bo pod skórą czujesz brak pewności, że “to jest to”.


  • Nawet gdy udaje się je osiągnąć, to po początkowej euforii, pojawia się pytanie “Ok i co teraz?” i to nieprzyjemne uczucie, że czegoś nadal brakuje, że czegoś chcemy, ale nie wiadomo do końca czego.


Nowy sposób


W wyniku tamtej rocznej pracy z procesem Design Thinking, psychologią szczęścia, psychologią osobowości, psychologią potrzeb, Teorią Ograniczeń (ang. Theory of Constraints) i jeszcze kilkoma dziedzinami, powstał 6-stopniowy proces projektowania życia, który m.in. pozwala uniknąć tych dwóch bolesnych konsekwencji.

Sprawia bowiem, że w pierwszej kolejności odkrywasz siebie - to kim jesteś i czego tak naprawdę chcesz od życia, a później nadajesz temu odpowiednią strukturę, która porządkuje Twoje życie, nadaje mu jasny, zgodny z Tobą kierunek i sprawia, że każdy dzień rodzi postęp w tym kierunku.

Gdy go wykonałem, stało się jasne, dlaczego tamte cele mi nie wychodziły - to nie były moje cele.


Jak to wyglądało u mnie


Opanowanie drugiego języka - okazało się, że chciałem go opanować, tylko dlatego, że to brzmiałoby imponująco dla innych.

W rzeczywistości go w ogóle - przynajmniej na razie - nie potrzebuję i nawet nie miałbym okazji go używać.  Po zorientowaniu się, że to mnie do tego pchało, poczułem, jakby ktoś zdjął ze mnie niewidzialny ciężar, który tworzył na mnie presję. Z wielką ulgą z tego zrezygnowałem.

Maraton - czułem, że powinienem go przebiec, bo wszyscy się tym chwalą w mediach społecznościowych, więc jest to rodzaj społecznego dowodu na to, że jest się wysportowanym i zdyscyplinowanym.

Miałem więc poczucie - już zwłaszcza jako założyciel Rozwojowca - że też muszę udowodnić światu swoje wysportowanie i dyscyplinę w ten sposób.

W rzeczywistości nie lubię biegać długich dystansów - znacznie bardziej wolę sporty, gdzie mam większą interakcję z drugą osobą i jednocześnie nabywam jakieś złożone umiejętności jak dzieje się to np. w tańcu, czy squashu, które uprawiałem od dawna.

Po wykonaniu procesu projektowania życia, zamiast biczować się treningami do maratonu, odkryłem nową pasję - boks.

Ma wszystko, czego szukam w sporcie - wymaga koordynacji całego ciała, buduje sylwetkę, kondycję, ma elementy taktyczne, sporo techniki do opanowania, element rywalizacji oraz stwarza mnóstwo okazji do fajnej interakcji - żeby się wspólnie pośmiać, pogratulować sobie, uczyć się nawzajem od siebie, wymieniać doświadczeniami itp.

Czytanie książek - mówi się, że im więcej się czyta, tym większy sukces się odnosi, tym mądrzejszym się staje itp. Stąd miałem poczucie, że ciągle czytam ich za mało, bo nie mogłem dobić do np. stu książek rocznie.

Jednak to też nie było zgodne ze mną.

Wolę sięgać po informacje, które od razu odpowiadają na moje pytania w kompletny, uporządkowany sposób.

Gdy np. chcę się nauczyć inwestowania w akcje, wolę od razu przerobić kurs za tysiące złotych lub wykupić konsultację, niż spędzić tyle samo czasu czytając książkę na ten temat, a zyskując zaledwie ułamek potrzebnej wiedzy, żeby zacząć to robić w praktyce.

Przy czym książki dodatkowo poszerzają perspektywę i uświadamiają nam rzeczy, co do których wcześniej nawet nie wiedzieliśmy, źe warto o nie zapytać. W końcu nie wiemy, czego nie wiemy.

Jednak tutaj znowu - ten typ perspektywy wolę czerpać bezpośrednio od innych. Sprawia mi więcej frajdy i jest dla mnie wydajniejszy czasowo.

Zamiast więc zmuszać się do czytania większej ilości książek, wziąłem udział w dodatkowym mastermindzie, w którym spotykam się regularnie z innymi przedsiębiorcami-milionerami, gdzie sobie doradzamy oraz wymieniamy się wiedzą i spostrzeżeniami na różne tematy.

Na każdym takim spotkaniu poznaję najważniejsze treści z wielu książek, które przeczytał każdy z nas plus wiele uwag i doświadczeń, których sam bym z nich nie wyczytał.

To wszystko to zaledwie ułamek tego, co się zmieniło. Po wykonaniu tego ćwiczenia zmieniły się moje plany i działania w prawie każdym obszarze - od diety, przez inwestowanie, plany mieszkalne, sposób prowadzenia firmy, sposób spędzania wakacji, a kończąc nawet na godzinie, o której rano wstaję.

Pamiętaj jednak, że nic z tego, co zmieniło się u mnie, nie musi być odpowiednie dla Ciebie.

Może wolisz biegać maratony, boks wydaje Ci się brutalny, a wizja pytania o wiedzę i dzielenia się nią z jakimiś milionerami, bardziej by Cię stresowała, niż sprawiała przyjemność.

Może Twoja idealna wizja będzie zawierała codzienną książkę z kubkiem gorącej czekolady w wygodnym fotelu. Może chcesz podróżować do różnych krajów lub zamieszkać w jednym z nich i faktycznie przyda Ci się znajomość kilku języków obcych.

Każdy z nas jest inny.

Dlatego wyzwaniem jest odkrycie “co jest tak naprawdę moje, o co mi tak naprawdę chodzi”, bo w głowie niestety, to nie nosi osobnej etykietki.

Póki nie przejdzie się tego procesu, wydaje się nam, że wszystko, co mamy w głowie “jest nasze”, że tego chcemy (ja tak miałem) lub odwrotnie - mamy poczucie przytłoczenia, bo nie wiemy zupełnie, czego tak naprawdę chcemy.

Wcześniej ten proces zdradzaliśmy tylko uczestnikom naszego 10-miesięcznego programu Perfect Life Process, który - gdy był ostatni raz dostępny w otwartej sprzedaży na blogu - kosztował 4500 zł.

Jednak po Konferencji Break Your Limits i wynikach Testu Ograniczeń postanowiliśmy go wyjąć z tego długiego i drogiego programu i - ze względu na zmiany, jakie może wywołać w życiu każdego - udostępniać go jako osobny kurs o nazwie “Life Design: Zaprojektuj swoje życie, odkryj czego, tak naprawdę chcesz i rusz z miejsca”.

O nim będzie później, gdybyś był(a) zainteresowana.

W kolejnych wiadomościach chciałbym Ci jednak zdradzić poszczególne kroki z tego procesu. W poniedziałek spodziewaj się ode mnie emaila, który wyjaśni pierwszy krok. Będzie miał tytuł: “Life Design krok 1 - Poznaj siebie - metoda słoika”

Do przeczytania,
Damian Redmer













Otrzymałeś tego emaila, ponieważ zapisałeś się na konferencję Break Your Limits (BYL). Gdybyś chciał się z niej wypisać, kliknij tutaj: Nie chcę już otrzymywać emaili związanych z konferencją BYL.


Wysłano dzięki:
GetResponse